Trzy tygodnie na marnych fotkach
Achh… znow nic nie pisze, znikam na długie dnie… a co się działo? W skrócie na kilku marnych fotkach…
…początkiem listopada przedzierałem się autkiem przez wielkie śnieżyce by odwiedzić chorego ojca…

…jednak zima nie zawsze dawała poznać się tylko od tej złej strony, miała swoje uroki… w mej pamięci ta ścieżka wśród śniegów zaparła dech…
…nie obyło się też bez spotkań w gronie znajomych, sióstr mych drogich… stawiających mnie na nogi i… sprowadzających do parteru…
…czasem, spacerując z Frodem, dane mi spojrzeć z góry na połacie nienaruszone szarym betonem…
…niekiedy te połacie patrzyły na mnie z góry…
…i tak większość dni mych miała, niestety, rzadko kończąca się zachodem słońca…
…by znów wylądować w blaszanym autku, przemirzając ciężką, tym razem mglaną pogodę…
Listopad 22nd, 2006 at 12:13
hehe lusterko w rudym wyszlo na rudo ;) a mgla faktycznie byla obledna… na zdjeciu akurat jeden z mniej zamglonych odcinkow.
do parteru to sprowadzal Cie alkohol :P
jak dobrze ze tego sniegu juz nie ma !
Listopad 23rd, 2006 at 03:44
jakie lusterko ;p
… przez Was podawany ;p
ale wroci ;-)
Listopad 23rd, 2006 at 10:40
No a co to niby jest jak nie lusterko hmm ? chociaz kurcze faktycznie troche nie w tym miejscu… latarnia ??
nikt Cie nie zmuszal, sam do lodówki po piffka latales :P
oby na krotko
Listopad 23rd, 2006 at 11:13
tak, latarnia ;-) gdyby tak coś w lusterko świeciło, to pewnie by tak oślepiało, że byś prowadzić nie mogła ;-)
ja tam nie wiem, nie pamiętam, ale czuje jakiś niecny plan z Waszej strony ;-)