Się nie zgubiłem
Tydzień temu, jadąc odebrać ojca z sanatorium, mając mapę w pamięci, przejechałem kilkadziesiąt kilometrów przez nieznane mi miasta, miasteczka województwa śląskiego i ani razu nie zbłądziłem! Niby nic takiego, ale osoby mnie znające wiedzą dobrze, że pieszo, a na pewno autkiem, skręcę dwukrotnie na nieznanej sobie trasie i nie wiem jak wrócić. A tu nie dość, że bez pomocy przewodnika (czyt. współpasażera) dojechałem, to i wróciłem bez przygód (-;