By tak mi się chciało, jak mi się nie chce
Cały poprzedni tydzień próbował się do mnie dodzwonić Pan z jednego z największych polskich OFE. Niestety, zawsze wybierał pory, kiedy akurat nie mogłem odebrać. Ja nie wiedziałem kto dzwonił, na wyświetlaczu widniało „Numer zastrzeżony”. Dopiero w piątek udało się nam zgrać ze sobą, on zadzwonił – ja odebrałem. Spytał o możliwy termin spotkania z agentem. Niestety został odprawiony z kwitkiem, wallace nie wie gdzie się będzie podziewał przez najbliższe dni. Miał wiedzieć w poniedziałek. Także początkiem tygodnia odbyła się kolejna rozmowa, tym razem zakończona sukcesem – termin spotkania: wtorek. Coś wallace’a zdziwiło. Spotkanie miało się odbyć w siedzibie funduszu. No jak? Chcą się ze mną umówić, i ja mam do nich jeździć? Wybudzenie ze snu robi swoje, zareagowałem dopiero po odłożeniu słuchawki. Także dopiero wtedy przyszło mi do głowy… po co to spotkanie? Mając ważniejsze zajęcia, wallace szybko zakończył rozważania z serii „ale o co chodzi?”, nastawił w telefonie przypomnienie o spotkaniu i wrócił do błogiego snu.
Kolejnego dnia obudziło mnie wiadome przypomnienie (wbrew tego co może wynikać z opisanej tu sytuacji, wallace między porami snu zaliczył jasność występującego dnia). Wypełzając spod ciepłej kołderki, w głowie kotłowała się myśl: „by tak mi się chciało, jak mi się nie chce”. Ledwo odzyskawszy przebłyski świadomości, postanowiłem wprowadzić myśl w życie. Chwila grzebania po stronach www funduszu, mam numer, dzwonię. „Dzień Dobry, bla bla bla …”, wallace przedstawił sytuację, pytając na co go tam chcą, kiedy on wcale tam nie chce. Niestety agent mający się mną zająć znikł. No cóż, w końcu agent. Z bardzo skwaszoną miną wżółwiłem się (prawda, że fajne słówko? i jest moje!) w spodnie i inne części garderoby, umyłem to i owo, wskoczyłem w buty. Zamykając drzwi, w myślach kłębiły się złe myśli złości skierowane do właściciela tego mechanizmu, „czemu wcześniej się nie dowiedziałeś o co chodzi, [przecinek], pewnie to jakaś pomyłka, a Ty jedziesz w tą chlapę, bezsensu”. Dochodząc do przystanku, rozważania z samym sobą przerwał ptaszek ćwierkając siarczyście (dźwięk przychodzącej krótkiej wiadomości tekstowej popularnie zwanej sms em). Z głębi kieszeni wyjąłem telefon, czytam wiadomość: „… spotkanie odwołane… pomyłka… przepraszam… agent”. W momencie banan na ustach, zwrot na pięcie o całe 180 stopni i wallace powrócił do spraw ważniejszych.